KRÓLOWA MEDYCYNY

Chciałabym kiedyś napisać podręcznik dla studentów z fizjologii. Od 26 lat pracuję również w katedrze fizjologii. Myślę, że to jest bardzo dobre i nie ograniczyło mnie w dermatologii, wprost przeciwnie, cały czas mam na nią świeże spojrzenie, właśnie dzięki temu, że mam tyle do czynienia z fizjologią.

Fizjologia to królowa medycyny. Fizjologia pod rękę z anatomią. Nie wyobrażam sobie lekarza, który nie zna anatomii i fizjologii człowieka. Na tym opiera się medycyna. Cała reszta to patologia, odstępstwo od fizjologii lub anatomii. Zatem skąd wiesz, że to odstępstwo, skoro nie znasz podstaw?

Na fizjologii pracuję przez kompletny przypadek. Gdy skończyłam studia, chciałam być dermatologiem. Nie wiem dlaczego, od zawsze zmierzałam w tym kierunku. Gdy skończyliśmy na studiach nauki podstawowe i przeszliśmy do klinicznych, postanowiłam na poważnie zająć się dermatologią. Nie umiem wytłumaczyć tego impulsu, to była dermatologia i koniec. I tak zostało. Nie było wówczas możliwości otwarcia rezydencji z dermatologii, tak jak teraz. Ale była inna możliwość, mianowicie robienie specjalizacji na wolontariacie. W związku z tym musiałam znaleźć jakieś zatrudnienie, żeby zarabiać na życie. Tak trafiłam do katedry fizjologii, której szefem był wtedy pan profesor Kontruek, wielka postać, wybitny naukowiec, dydaktyk i człowiek. Muszę przyznać, że to był dar losu, że zaczęłam u niego pracować. On mnie nauczył wszystkiego. Wspaniale łączył bycie naukowcem i lekarzem. Był gastrologiem i śmiał się zawsze z tego, że w swoim gabinecie na ul. Lubicz chyba tylko porodu nie odebrał. Gdy był w dobrym humorze, mówił “dziecko drogie!” i opowiadał nam o przypadkach, od których włos jeżył się na głowie.

Zaczęłam u niego pracować i równocześnie otworzyłam wolontariat w klinice dermatologii. Dobrze się złożyło, bo dystans między jednym i drugim to 7 min. Rano biegłam na wizytę z panią profesor na dermatologię, potem wykonywałam tam swoje normalne obowiązki i ok. 12 leciałam na fizjologię, gdzie czekali na mnie studenci i nienormowana czasowo normalna praca naukowa.

Pan Prof. Konturek jest już emerytem od kilku lat, ale on mnie nauczył wszystkiego. Nauczył mnie prowadzenia badań naukowych, pisania prac, nauczył mnie luzu. Nie stresuje mnie teraz poprowadzenie jakiegokolwiek wykładu. Mogę w tym momencie wejść na salę z 300 studentami i powiedzieć wykład na dowolnie wybrany temat z fizjologii czy dermatologii. Nadałam mu przydomek Szaman, który się przyjął. To był człowiek, dla którego nie istniały rzeczy niemożliwe. A przy tym był dobry dla asystentów. Cholernie wymagający. Sobota i niedziela to był normalny dzień pracy. Pan profesor był w katedrze codziennie od 8 rano, w niedziele przychodził dopiero po kościele. Fantastyczny naukowiec, miał nieprawdopodobne naukowe pomysły, a pieniądze na drogie substancje i nowe badania wydobywał spod ziemi.

Przy tym wszystkim szalenie gonił nas do pracy, dzięki niemu powstawały publikacje, ja sama napisałam kilka rozdziałów do podręczników dla studentów. Normą było, że dzwonił o 7 rano w niedzielę: “Słuchaj, za dwie godziny muszę mieć ten rozdział” albo “Pakuj się, jestem po ciebie za pół godziny, jedziemy na narty”.

Ta nasza współpraca trwała od 1991 roku, pracowałam z nim ponad 12 lat. Nazywam go mistrzem i nauczycielem.

Dzięki pracy na fizjologii nabyłam niezwykłych umiejętności manualnych, które pozwalają mi swobodnie wykonywać zabiegi wymagające dużej precyzji.

 

KRÓLOWA NAUK

O medycynie nie myślę jako o nauce humanistycznej, to dla mnie matematyka. Uważam, że to właśnie matematyka jest królową wszystkich nauk. Nigdy też nie miałam z nią problemów. Jest 100% logiczna, coś wynika z czegoś. Zawsze powtarzam studentom, że tutaj nie ma niczego do nauczenia, wszystko jest do zrozumienia. Medycyna jest bardzo logiczna. Osoba, która nie zna matematyki będzie się na studiach bardzo męczyła.

 

STUDENCI

Lubię dyskutować ze studentami. Denerwuje mnie tzw. milczenie owiec. Przedstawiam problem, mówię, że nie ma głupich odpowiedzi, zachęcam do myślenia na głos. Np. “Ile ważą przytarczyce? Jak sądzicie? 2kg? Musicie mieć wyobrażenie jak to wygląda.”

Talenty widać jak na dłoni. Mamy bardzo, bardzo zdolną młodzież. Jednocześnie myślę, że system edukacji kolejnymi reformami zadusza te talenty.

Student to bardzo wymagający człowiek i dopatrzy się każdego braku w wiedzy asystenta.

Ja jestem niezwykle wymagająca, ale równocześnie wymagam dużo od siebie. Nie obawiam się powiedzieć studentom: “Proszę państwa, nie wiem. Zaskoczyliście mnie. Trzeba to będzie sprawdzić. Wy macie zagadkę i ja również.”. Dla studentów trzeba być przede wszystkim sprawiedliwym. W ankietach studenci podkreślają tę moją cechę.

 

NAUKA

Myślę, że uczyć trzeba się do grobowej deski.

Czytam dużo. Niestety wszystko jest po angielsku. Jest taka biblia dermatologiczna Braun-Falco, ona przez lata była w Polsce niedostępna, moja najstarsza pochodzi z 1992 roku, parę lat temu pojawiły się dwa tłumaczenia polskie, ale ja studiuję po angielsku, bo te wersje są lepsze.

Trzeba szukać. Atlasy też są ważnym źródłem wiedzy. Prenumeruję 7 numerów czasopism o tematyce dermatologicznej. Wszystkie nowości dermatologiczne dostępne w Polsce mam, a gdy wyjeżdżam za granicę dokupuję całą resztę.

Nie uczę się w czasie pracy, naukę traktuję jak przyjemność. Czasem w ciągu tygodnia pracy nie jestem w stanie niczego przeczytać, od tego jest weekend. A czasem jadę na urlop z walizką czasopism. Moja przyjaciółka z czasów licealnych śmieje się ze mnie “o, tym razem mało, mało!”.