Dr hab. n. med. Aleksandra Szlachcic: Stres, strach, pasja, energia i piękno

STRES

Stres to codzienność. Wychodzę z założenia, że ja zawsze muszę być spokojna, choćby się nie wiem jak gotowało we mnie, muszę zachować spokój i kamienną twarz. To zwłaszcza jest konieczne przy mężczyznach, którzy przychodzą z problemem intymnym. Oni nie mogą widzieć we mnie kobiety lekarza, ale po prostu dobrego lekarza. Z doświadczenia wiem, że zainteresowanie i rzeczowość przełamują wstyd i zażenowanie.

Stres niestety odreagowuje się w domu. Dla mnie to oznacza gonienie po lesie za ptakami albo przekopanie ogródka tak, że wióry lecą. Sponiewieram się i od razu jest lepiej.

Wracam do domu i mam 40-60 minut zawieszenia i muszę odtajać. Robię herbatę, czasem piję lampkę wina, włączam telewizor i dopiero po chwili mogę znów działać.

STRACH

Boję się samotności i bezczynności. Co jest najważniejsze w życiu? Poczucie wolności. To niesie ze sobą, nie zawsze, ale często, samotność.

Z bratem śmiejemy się, że ostatnie recepty będziemy wypisywali leżąc w trumnie.

PASJA

Ja lubię to co robię. To jest podstawa. Gdybym nie lubiła dermatologii, nie mogłabym pracować z tym zawodzie. Myślę też, że najważniejszą cechą lekarza jest to, że lubi ludzi. Musi lubić ludzi. Jeśli ich nie lubi, powinien zmienić zawód. Bo dla tych, którzy mają super mózg, jest medycyna sądowa albo patomorfologia czy radiologia.

Gdy się lubi ludzi i to, co się robi, zawód jest pasją.

Mój rekord: 90 pacjentów w ciągu jednego dnia. Odczuwałam zmęczenie przy 57. pacjencie. Standardem było 62. Pewnie, to wyczerpujące słuchać całymi dniami o ludzkich problemach. Dlatego urlop co 6 tygodni to absolutny mus. To nie musi być miesiąc na Hawajach, wystarczą 3-4 dni kompletnego relaksu i człowiek wraca do pracy z nową energią. Musi być oderwanie, wyczyszczenie, wyzerowanie twardego dysku. Wtedy wypalenie zawodowe nie występuje.

ENERGIA

Energię mam po mamusi. Mam koleżankę, która jest neurologiem, razem prowadzimy zajęcia. Śmiejemy się, że jak idziemy to słychać nas jakby szły legiony rzymskie. Takie dwa harpagany. Ostatnio stwierdziłyśmy, że ewidentnie się zestarzałyśmy, bo kiedyś to byłyśmy okropne, a teraz jakoś mniej.

PIĘKNO

Dbanie o piękno to nie jest nowość. O piękno dbamy od zawsze. Jeśli zanurzymy się w historię kosmetologii, już dawno temu wymyślano sposoby na to, żeby wydłużać młodość i dbać o siebie. Myślę, że w dbaniu o siebie nie ma niczego złego, wręcz przeciwnie.

Czy to nieodpowiednie, że panowie przychodzą sobie zamknąć naczynka? Że zrobią manicure i pedicure? Albo botox, wypełniacz? A dlaczego nie? Staramy się poprawić urodę, nie przerysować. Dążymy do piękna, nie karykatury.

Byłam na szkoleniu prowadzonym przez profesora z Włoch, jednego z prekursorów wypełniaczy, czyli kolagenu, kwasu hialuronowego. Wielokrotnie powtarzał, że zabieg powinien być wykonany w taki sposób, żeby nikt nie zauważył, że coś było robione, ale żeby każdy zauważył, że pacjent wygląda świetnie. To jest istota piękna i tym się kierujemy.